Kinematografia
Niektórzy oskarżali duet reżyserski Tomasz Konecki/Andrzej Saramonowicz za plagiatorów. Twierdzili, że ich najlepszy film, dzieło pod tytułem „Ciało” to wierna kopia innego - znanego z Hollywood filmu komediowego. Z perspektywy czasu trudno to ocenić, jedno jest pewne - „Ciało” to jedna z najlepszych polskich komedii ostatniej dekady. To przezabawna produkcja, która humorem przypomina czarny dowcip Stanisława Barei, albo wręcz pomieszani z pogmatwaniem rodem z Monty Pythona.
Owe tytułowe Ciało to nikt inny jak Wolter (Rafał Królikowski), drobny pijaczyna i nierób, który przez pomyłkę wypił zamiast wódki płyn do balsamowania zwłok. Nielegalnie posiadana ciecz oczywiście zabiła nasza tytułowa postać. Tyle że dopiero po śmierci Wolter zaczyna „przeżywać” najbardziej barwne historie swojego istnienia. A wszystko przez dwóch nierozgarniętych kolegów – Julka (Robert Więckiewicz) i Cezara (Cezary Kosiński), którzy postanawiają przekazać zwłoki rodzinie Woltera. Tyle że ta rodzina mieszka nie w Warszawie, ale w Trójmieście. Jak przewieźć zwłoki przez połowę kraju? Na pewno nie pociągiem, a jednak... nic lepszego Cezar i Julian nie wymyślili. Tyle że tutaj wystąpiły pewne nieprzewidziane komplikacje: przyjaciele gubią zwłoki Woltera i ten pozostawiony sam sobie w przedziale kolejowym podróżuje po Polsce. W międzyczasie trafia na Goldiego (Tomasz Karolak). To drobny złodziejaszek, który na zlecenie okrada kościoły. Tym razem przewozi fanty w postaci kielichów mszalnych, w wyniku małego wypadku wpada na zmarłego już dużo wcześniej Woltera. Tyle że Goldi od tej chwili sądzi, że on jest sprawcą śmierci tajemniczego podróżnika. Jeszcze większe kłopoty zaczynają się w momencie, kiedy do przedziału wsiada Babcia Wanda (Emilia Krakowska) wraz ze swoją wnuczką. Okazuje się, że starsza kobieta jest płatną morderczynią, która jest w trakcie wykonywania zlecenia. W pociągu pojawia się drugi trup – wynik morderstwa. Pojawia się policja, a Goldi... jest przerażony.
Sam Wolter obudził lawinę innych, równie przezabawnych wydarzeń. Były ubek, Marian Tuleja (Bronisław Wrocławski) zabija swojego brata żeby się wymigać od porachunków z senatorem gangsterem (Krzysztof Stelmaszyk). Pojawia się tutaj również motyw braci syjamskich, jeden uczciwy, drugi przestępca dowodzący ekipa złodziei sztuki. To właśnie do ich siedzimy trafiają zwłoki Woltera. A trupa pozbyć się jest niezwykle ciężko.
„Ciało” to przezabawna komedia, półtorej godziny dobrej zabawy. Każda scena, każdy epizod gmatwa sprawę coraz bardziej i bardziej, aż w efekcie dochodzi do tego, że każdy sobie jest wrogiem i każdy chce mieć zwłoki nieznanego wcześniej Woltera. Samo rozstrzygnięcie jest zaskakujące i nieco budujące nawet. Źli przegrywają a Wolter zaznaje wiecznego spoczynku. Tutaj na szczególną uwagę zasługuje rola Rafała Królikowskiego, który wcielił się w osobę zmarłego człowieka i rzez cały film nie wypowiada żadnej kwestii – po prostu musi „nie żyć”. Obok niego i wymienionych wcześniej aktorów na planie filmowym pojawiają się między innymi Edyta Jungowska, Zbigniew Zamachowski, Edyta Olszówka i Piotr Adamczyk.