Kinematografia
Głupie kino
Światowe kino schodzi na psy. Filmy są coraz głupsze. Czy to czas upadku kinematografii? Trudno powiedzieć, faktem jest za to, że coraz trudniej o dobry scenariusz. I bynajmniej nie chodzi tutaj o mniej uzdolnionych twórców w tej branży, ale to to, że producenci nam idiocieją i kupują te skretyniałe i niewarte złamanego grosza. Niekiedy adoptuje się równie kiepskie książki, jak chociażby jest tow przypadku Harry`ego Pottera.
Harry Potter to najbardziej znana postać wśród młodzieży w ostatnich latach. To już nie tylko książki, ale i kolejne ekranizacje filmowe adoptujące powieści J.K. Rowling i przenoszące je na kinowy ekran. Zarówno książka, jak i filmy uważane są za fenomen, choć do dziś krytycy literaccy i filmowi nie potrafią powiedzieć dlaczego. Bowiem zarówno książki Rowling, jak i kolejne ekranizacje są beznadziejne i nie niosą sobą żadnych wartości.
W 2009 roku na ekrany kin weszła kolejna część przygód młodego czarodzieja, Harry`ego Jamesa Pottera (Daniel Radcliffe). Podobnie jak i w poprzednich częściach nasz młody bohater musi walczyć ze złymi charakterami i tylko umiejętności magiczne mogą uratować zagrożone krainy. Absurdalny film, absurdalna fabuła, kiepska produkcja i słaba gra aktorska. Tyle można powiedzieć o tym filmie. Jedynym elementem zasługującym na kilka słów otuchy to efekty specjalne. Ale w tych czasach to zbyt mało, by zrobić dobry film.
Innym przykładem na niszczenie dobrych motywów jest seria filmów pod tytułem „Dracula 2000”. przecież legendarny władca ciemności, hrabia Dracula to postać, jaka powinno się szanować. Tymczasem w tej produkcji zbezczeszczono genialny motyw, bohatera wszech czasów, najmroczniejsza postać z horrorów. Możemy jednie powracać do słynnej powieści Brama Stokera i marzyć, by niebawem postał film opowiadający o niezwykłym pojedynku Draculi z profesorem van Helsingiem.
Szkoda, ze światowa kinematografia idzie coraz bardziej w popu;izm. Nakręca się filmy, które w żaden sposób nie nadają się na to, żeby w ogóle je recenzować. Kryzys przeżywa i świat animacji. Owszem, są na rynku filmowym genialne produkcje, takie jak „Ratatuj”, „Shrek”, Epoka lodowcowa”, „Madagaskar”, „Skok przez płot”, ale jeśli przyjrzymy się wieczorynko, to mamy wyraźnie niedosyt. W poprzedniej dekadzie zachwycaliśmy się „Muminkami”, „Krecikiem”, „Misiem uszatkiem”, „Pszczółka Mają”, bankami Hanny Barbeery, „Flinsotonami”, rewelacyjne produkcja miała legendarne wytwórnia „Walta Disneya”.
Dziś wszystko to wygląda inaczej. Dzisiejsze wieczorynki męczą – i to bardzo. Przede wszystkim nie niosą sobą żadnych wartości. Produkcje z poprzedniej dekady zawierały w sobie wiele mądrości i morałów. Współczesne banki natomiast nastawione są na wysoka jakość produkcji, za to sama fabuła i wartości niewiele już znaczą. A to źle, pamiętajmy wszak, że dzieci za pośrednictwem bajek rozpoznają pierwsze wzory do naśladowania. Jeśli nie ma wartości w bajkach, to i nasze pociechy nie rozwijają się tak jak należy. Nie tak, jak byśmy sobie tego życzyli.